Zakręcony dzień
17:56:39 21/10/2011
Mam notkowy zastój. Nie mam o czym pisać. A to z powodu paskudnej i złośliwej szkoły, która jest nudna, a jej najlepsza przyjaciółka - nauka - jest zazdrosna o moje życie prywatne. Jestem zawalona książkami, a kiedy nieśmiało podnoszę z nad nich głowę w poszukiwaniu wolności, dostaje w nią kolejną cegłą.
Jednak i takim biednym, uciśnionym przez potrzebę wiedzy ludziom zdarzają się zakręcone dni ;)
Na początek wyjaśnienie. W pt mam 6 lekcji, a potem siedzę sobie godzinkę w szkole czekając na dodatkowy niemiecki. Ową godzinkę czekam z powodu mojej byłej kochanej psiapsióły, która zwinęła mi wcześniejszy termin zajęć. Ale nie narzekam, jakoś niespecjalnie mi to przeszkadza. Pani M., z którą mamy ten niemiecki, ma wolne pt i specjalnie dla nas przyjeżdża w ogóle do szkoły.
Wczoraj dowiedziałam się, iż zwalniają nas z ostatniej lekcji. Czyli teraz na niemiecki powinnam teoretycznie czekać 2h. Jednak może udało by się zaliczyć go wcześniej, tj. "wchodząc" przed moją psiapsiółą - o 12.30. Pech chciał, że akurat tego dnia Pani M. dostała na tej godzinie zastępstwo i ni jak się nie da. Wniosek? Czekam te 2h.
DZIEŃ WŁAŚCIWY (patrz: dziś)
Wstałam późno, mojej mamie także się przysnęło, więc duża szansa, że się spóźnię. A pierwsza fizyka. Nie było mnie w pon na 2 fizykach i teraz kolejna? Zbieram się pomału, jako że przypomniała sobie o mnie pewna kobieca przypadłość. Ledwo żywa doczłapałam się na przystanek.Wsiadłam w nieco zatłoczony pojazd i jadę. Nagle, nie wiadomo skąd, do autobusu pakuje się masa ludu, która odpycha mnie daleko od przejścia. No nic. Do szkoły mam 4 przystanki, wytrzymam bez powietrza.
8.09 - SMS od kolegi - "Przyjezdzasz" No tak, mam jego zeszyt od fizyki, uh.
8.10 - Mój przystanek! Ale chwila. Jest tak dużo ludzi, że nie mogę wysiąść! Lekka panika, pośpieszne przeciskanie i... I kierowca zamknął drzwi. No pięknie. Muszę jechać dalej.
Dopiero kilka przystanków dalej mogłam swobodnie się przesiąść, aby zawrócić. Wsiadłam w cokolwiek co jechało w okolice mojej szkoły i oddałam się w ręce losu. Na miejsce dotarłam 8.36. Mając budynek szkolny oddalony o 5 przystanków od domu, jechałam do niego 50 min. Już nie mówiąc, że kolega się obraził...
Potem było jakieś zastępstwo. Miałam czas by zastanowić się co począć z 2h czasu wolnego. No i wymyśliłam. Wspomniany notkę wcześniej student miał wolne do 15. Akurat w sam raz jak ja niemiecki zaczynam o 14.30. Krótka rozmowa i jesteśmy umówieni w pobliskim KFC.
Ostatnia moja lekcja. Zaczyna mi padać mi komórka, nie muszę chyba tłumaczy, dlaczego mi to nie w smak ;) Nagle dostaję wiadomość do Pani M., że jeśli mam możliwość, to mogę jednak przyjechać wcześniej na 13.30. Patrzę na zegarek i hm... Znajomy już pewnie jedzie. Niezbyt miło byłoby mu teraz pisać, iż może sobie darować podróż. Głupio mi się zrobiło i grzecznie odpisałam, że nie dam rady. 15 minut później kolejny SMS - tym razem znajomy - Zamiast na 12.30 będzie na 13.00. Czyli i tak muszę czekać! A skoro on będzie później, to znaczy, że w chwili jak rezygnowałam z wcześniejszych zajęć, jego jeszcze w autobusie nie było! Poziom zdenerwowania lekko się podniósł.
Szatnia. Zrezygnowana ubieram się i myślę co zrobić z 30 minutami. A tu proszę, mój przyjaciel z klasy (i na dodatek były chłopak) jeszcze nie wyszedł ze szkoły! (Ostatnią dziś lekcją była religia, na którą on nie uczęszcza) Zaproponowałam mu, że mogę go odprowadzić na przystanek. A on zaczął się wykręcać i w końcu nic do końca nie oznajmiając, wyszedł z kim? No z moją była najlepszą psiapsiółą! No się skumali. Nie to nie, łaski bez. Poszłam poczekać na znajomego w KFC.
Potem na niemieckim dowiedziałam się, dlaczego tak niespodziewanie zwolnił się termin. Moja psiapsióła się rozchorowała i nie dała rady przyjść. Choroba rzecz ludzka, ale żeby odwoływać zajęcia na godzinę przed? Przez to i ja i Pani M. miałyśmy jakąś godzinę w plecy i musiałyśmy bezsensownie czkać na ludzi.
Na lekcji siedziałam otumaniona przez środki przeciwbólowe i na niczym nie mogłam się skupić. PO zajęciach miałam jeszcze pojechaćdo bibliotek, jako że nagli mnie termin zwrotu. Ale nie dałam rady, siedzę w domu i smęcę na klawiaturze :) Pojadę w pon.
Cóż, rozpisałam się. Znowu. Ale cpo poradzić, że taka długa historyjka?
Miłego wieczoru,
Wasza Nikome :)
Głosuj (0)
[Powrót] Komentuj
